środa, 16 lutego 2011

Złudzenia, na szczęście optyczne:)

Na Bloxie poczyniłam dziś wpis o złudzeniach optycznych. Zainteresowanych odsyłam TUTAJ.
Tam też napisałam, co należy rozumieć pod tym pojęciem, jak też jest spora porcja obrazków.
Nie ma sensu zagłębiać się w szczegóły dotyczące przetwarzania przez mózg tego, co oko rejestruje, warto zobaczyć, czym może nas uraczyć:)

Teraz już tylko obiecana iluzja.. Uwierzcie, bardzo bezpieczna:)
czy koła kręcą się jednakowo?

obracające się kwiatki
 
czy linie są proste?

wirujące koła

ile widzisz półek?

znikające czarne punkty

kwadraty, czy nie?

które kółko jest większe?

pływająca łódka

ruchomy obraz

ruchome walce
I naprawdę, szczęśliwi ci, którzy ulegają jedynie złudzeniom optycznym, a nie dają się nabrać na iluzje życiowe..:)


Zapraszam na inną część iluzji na Bloxie.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Zanim zaczniesz narzekać na Walentynki...

I doczekaliśmy się kolejnych walentynek. Święta słodkiego od misiowych pysiów, od serduszek i karteczek. Niektórych mdli na samą myśl o tym dniu. Nie chcą wspominać o nim, udają, że nie widzą walentynkowych maskotek na biurku koleżanki, w witrynach sklepów, czy w tv. Co może być powodem takich reakcji? Może tak negują to święto ci, którzy nic dobrego nie zaznali w tym dniu, nie dostali prezentu od anonimowego wielbiciela, może czują się samotni, rozczarowani życiem, zgorzkniali..?
Trzeba jednak pamiętać, ze 14 lutego to nie tylko komercyjne święto zakochanych, to również ważny powód do świętowania dla wielu chorych, wtedy przypada bowiem Światowy Dzień Chorych na Padaczkę. By zwrócić uwagę na problemy chorych na padaczkę wystartuje w tym roku w walentynki 460-kilometrowy marsz nordic walking ze Sławna do Warszawy w ramach akcji „Zauważ mnie. Chodzi p(o) zdrowie”. Do 26 lutego, gdy uczestnicy marszu będą finiszować w Warszawie, na trasie będą organizowane akcje edukacyjne, informujące o problemach chorych na epilepsję. Ci wszyscy, którzy są przeciwni temu świętu i widzą w 14 lutego jedynie okazję do handlowych zakupów, niech pomyślą, że Dzień św. Walentego może dać radość i satysfakcję chorym i potrzebującym.
Ciekawostką może być to, że na epilepsję cierpieli m.in.: Ludwig van Beethoven, Napoleon Bonaparte i Elton John. 

poniedziałek, 7 lutego 2011

Symfonia na oko i ząb

Japończycy zawsze potrafią zadziwić swoją pomysłowością. To, że uwielbiają elektronikę, wiadomo od dawna, należą do czołowych (jakościowo) producentów sprzętu elektronicznego. I chwała im za to! Ale że lubią też przeróżne zabaweczki i gadżety, to też prawda.
Nie mogłam się oprzeć, by nie pokazać Wam tych filmików. Utwór wykonany przy pomocy ... mimiki twarzy! Sterowanie oczami, ustami, nosem..!
Muzyka? Hmm.. Czy to już sztuka, czy wciąż zabawa?
Myślę, że takie utwory też znajdują amatorów, choć ja akurat nie gustuję w czymś takim.
Tu występy solo:
 
Można nawet stworzyć zespół:) :
Enhanced by Zemanta

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Los Angeles z kokpitu samolotu

Obejrzyjcie ten film!  Koniecznie na całym ekranie! Jest przepiękny, nie mogłam się oprzeć, by się nim nie podzielić z Wami!!
Cudowne światła Los Angeles, fantastyczne kolory nieba, zachód słońca, Pacyfik...
Teraz już wiecie, dlaczego tak lubię latać samolotami...:)))






Enhanced by Zemanta

piątek, 28 stycznia 2011

Sushi

Bardzo lubię sushi. Pierwszy raz jadłam je nie w Polsce, nie w żadnym z krajów Wschodu, wprost przeciwnie - w USA. Sushi było wykonane w domu, własnoręcznie przez mojego Kolegę, który nota bene jest wspaniałym kucharzem i smakoszem:) Mówi się, że mężczyźni mają ten wspaniały, wielopłaszczyznowy smak, że rozpoznają o wiele więcej w kompozycjach smakowych, niż kobiety. Możliwe, że to prawda. Właściwie, to nie kojarzę żadnej mistrzyni kuchni w światowych restauracjach, ale może dlatego, że mężczyźni mają większą siłę przebicia? I może dlatego, że świat biznesu to jednak męski świat? Myślę, że jest to splot wielu czynników, ale.. Wracajmy do sushi..:)
Sushi tak naprawdę pochodzi z Chin, a nie z Japonii, ale - jak to się często w historii już zdarzało - ktoś inspirował, a ktoś wykorzystywał;) Tu mamy, oczywiście, skalę narodową, a nie podpatrzenie, co mały Pimpek wymyśla;) Zatem... od czego się to wszystko zaczęło? Kiedy i jak powstała ta tradycja? I dlaczego mówimy, że sushi to Japonia, skoro ma swe początki w Chinach? Tak naprawdę wszystko zaczęło się od konserwowania ryb, czyli od nare-zushi. Mniej więcej w IV w p.n.e. wymyślono sposób na konserwowanie ryb, polegający na na naprzemiennym ułożeniu ryb i ryżu w drewnianej beczce, po czym na samym wierzchu umieszczany był głaz, aby ryba lepiej uległa konserwacji. Po 6 miesiącach jedzono rybę, a ryż wyrzucano. Sytuacja uległa zmianie, gdy znani z niecierpliwości Japończycy, nie chcieli czekać aż tak długo. W ciągu następnych lat do ryżu zaczęto dodawać octu, co przyspieszało proces konserwowania ryby. Potrawę taką nazwano seisei-zushi. Zaczęto też wtedy stosować oprócz surowej ryby także warzywa, owoce morza, ale i tak potrawa ta niewiele przypominała współczesne sushi.
W XIX wieku, w Tokio, za sprawą Yohei Hanaki, właściciela ulicznego straganu z jedzeniem narodziło się proste danie, znane jako nigiri-sushi. Był to kawałek ryby podany na ręcznie ugniecionej kulce ryżu. Nigiri-sushi bardzo szybko stało się bardzo popularne, gdyż niezbyt zamożni i już wtedy zabiegani mieszkańcy nie mieli czasu na przygotowanie odpowiedniego posiłku. Sushi stało się czymś w rodzaju fast-fooda, sprzedawanego w przydrożnych, tanich barach. Nie było to danie wykwintne, ale wręcz przeciwnie - danie niezamożnych. Z czasem to się zmieniło, gdy ludzie  wyższych klas dostrzegli w tym daniu coś oryginalnego, zapożyczyli je i udoskonalili. Po II wojnie światowej nastąpiła kolejna zmiana w sushi, odkryto bowiem, że znakomicie komponuje się z wodorostami nori. Dzięki temu powstały: maki-sushi czy temaki-sushi.Obecnie mamy całą gamę odmian sushi, których głównym składnikiem jest surowa ryba, owoce morza, ale i grzyby shitake, naleśniki japońskie,  avocado, papryka, ogórek itp... Jest to danie uznane nie tylko za eleganckie i wykwintne, ale i zdrowe. Natomiast, co ciekawe, współcześni Japończycy bardziej zwracają się ku zachodnim "specjałom" typu hamburger, niż doceniają własną tradycję. A szkoda...



A to moja wczorajsza uciecha:)